Od kilku lat toczę nierówną walkę z aplikacjami, które kradną moje skupienie. Próbowałem różnych dodatków do przeglądarek na komputerze. Zwykle kończyło się to ich wyłączaniem, gdy chciałem tylko na chwilę obejść zasady, a potem zapominałem włączyć je z powrotem. Inny przypadek to dodatek, o którym przypomniałem sobie pisząc ten post o nazwie Unhook, który mam stale włączony. Założenia add-ona są super, bo ogranicza on funkcjonalnosć Youtube czyniąc tę stronę mniej atrakcyjną. Obecnie jednak nie przynosi mi większego pożytku – poza tym, że wyłączyłem w nim Shortsy na YouTube (z których praktycznie nigdy nie korzystałem) to i tak spędzam sporo czasu oglądając bezsensowne filmiki.
Podsumowując: większość moich prób instalowania wtyczek blokujących media społecznościowe lub ograniczających czas spędzany na nich dawała ograniczony efekt. Po kilku dniach, tygodniach czy miesiącach rezygnowałem i wracałem do starych (szkodliwych) nawyków.
Olauncher
Mimo że walkę na komputerze przegrywam, na smartfonie udało mi się odnieść małe zwycięstwo. Od ponad dwóch miesięcy używam alternatywnego launchera na Androidzie o nazwie Olauncher (link do Google Play). Olauncher zamienia ekran główny w prostą listę aplikacji (maksymalnie osiem) – bez kolorowych ikon i graficznych rozpraszaczy. U góry można wyświetlić godzinę, dzień tygodnia i dzień miesiąca (pogoda dostępna jest tylko w wersji Pro). Dostępny jest także podgląd czasu ekranowego.
Do pozostałych aplikacji przechodzi się, przeciągając palcem z dołu ekranu do góry. W moim przypadku aparat uruchamia się gestem z prawej strony ekranu, a telefon – z lewej (ustawienia są konfigurowalne). Na początku selekcja nie była łatwa. Korzystałem z wielu aplikacji i każdą uważałem za ważną. Szybko okazało się jednak, że większości nie muszę mieć stale na widoku. Osiem w zupełności wystarcza: Firefox, WhatsApp, Podcast Addict, Organic Maps, ChatGPT, Authenticator, Wallet i aplikacja bankowa.
Gdy potrzebuję innej aplikacji, wyszukuję ją po nazwie na pełnej liście. Początkowo trudno było się przyzwyczaić, dziś trudno byłoby mi wrócić do domyślnego launchera Google’a. Nie rozpraszają mnie już kolorowe ikony aplikacji, które wcześniej potrafiłem włączać przypadkowo i „znikać” na kilka godzin. Nie mam też żadnych widżetów typu Spotify czy Podcast Addict.
Polecam tę aplikację wszystkim, którzy chcą ograniczyć czas spędzany na smartfonie – u mnie działa bardzo dobrze. Dodatkowy efekt: telefon stał się mniej kuszący, a ja korzystam z niego co najmniej kilkanaście minut dziennie mniej.
Dlaczego to zadziałało?
To zmiana całej powłoki systemu, którą trudniej wyłączyć impulsywnie. Rozszerzenia do przeglądarki miały prosty mechanizm dezaktywacji. Tutaj trzeba świadomie dokopać się do ustawień systemowych i zmienić launcher – tego już nie chce mi się robić :)
Co ważne, nie rezygnuję z żadnej aplikacji. Są one po prostu inaczej przedstawione graficznie, przez co stają się mniej atrakcyjne dla mojego mózgu. W praktyce działa to tak:
- Brak kolorowych ikon – mniej bodźców wizualnych i „dopaminowych”.
- Ograniczenie do 8 aplikacji – mniej opcji i większe skupienie na pierwotnej intencji po odblokowaniu telefonu.
- Brak widżetów – mniej pasywnej konsumpcji informacji (np. sprawdzam pogodę → przeglądam prognozę na tydzień → klikam dalej).
- Wyszukiwanie po nazwie – niewielkie „tarcie”, które ogranicza impulsywność i wymusza świadomą decyzję (np. chcę otworzyć aplikację do opłat za prąd).
Olauncher jest darmowy (istnieje też wersja Pro z dodatkowymi funkcjami), stale rozwijany, a jego kod dostępny jest na licencji open source na GitHubie (repozytorium).
Minusy?
Przetestowałem Olaunchera w praktyce podczas wakacji w Tajlandii. Sztywne ograniczenie do ośmiu aplikacji nie zawsze się sprawdzało. W podróży korzystałem z przeglądarki, Bookingu, Revoluta, WhatsAppa, Gmaila, ChatGPT, Google Maps, Organic Maps i kilku innych aplikacji (np. linii lotniczych). Nie było to szczególnie uciążliwe, ale czasem spowalniało reakcję i wymagało dodatkowych kroków.
Zdarzyła się też ciekawa sytuacja. Pewnego dnia zauważyłem, że nie mam aplikacji PGNiG, z której korzystałem do opłat za gaz. Okazało się, że PGNiG został przejęty przez Orlen, a aplikacja zmieniła nazwę na Orlen mBOK. W klasycznym launcherze Google’a nie byłoby to większym problemem, ponieważ wszystkie aplikacje związane z opłatami miałem w jednym folderze. W minimalistycznym układzie, opartym na wyszukiwaniu po nazwie, zmiana nazwy utrudniła jej szybkie odnalezienie.
Czy warto?
Według mnie tak. Choć na początku jest ciężko się przestawić to z każdym dniem jest coraz lepiej i później człowiek nie wyobraża sobie powrotu do starego pulpitu z ikonkami.
Mój obecny pulpit na smartfonie:

